Wpis specjalny: rok zagranico!
Pamiętam to jak dziś. To był wtorek, siódmy lipca. W piątek wymieniliśmy pieniądze i biegaliśmy po marketach, żeby nakupić jedzenia do wtorku i ani chwili dłużej. Cały weekend zajęło Nam wywożenie rzeczy do piwnicy mojego domu. Samochód był tak skrajnie zapchany, że wjechawszy w kolejną dziurę martwiliśmy się, czy bagażnik nie odpadnie i czy nie zawali się pod Nami podwozie. Był przerażający upał i cały weekend tak grzało, chyba ze czterdzieści stopni. I pamiętam, jak zwieźliśmy te rzeczy w niedzielę, zaczęliśmy to wypakowywać i wynosić, a mama krzyczała, że "szopę robimy a niedziela jest". Wchodząc osiemsetny raz po schodach do piwnicy obładowana rzeczami po szyję myślałam, że umrę, a tu jeszcze stare rzeczy trzeba było powynosić i posprzątać, coby drzwi można było jakoś domknąć. Dramat. Cały dobytek dwóch lat wpakowany byle jak do samochodu i odwieziony do piwnicy, czy do mojego starego pokoju, w którym przeżyłam osiemnaście lat mojego życia. Z pozoru nie do ogarnięcia, ...