Posty

Wyświetlam posty z etykietą Irlandia Północna

Wpis specjalny: Eleventh Night & The Twelfth

Obraz
Podczas, gdy Polacy idą dziś do pracy i dwunasty lipca jest dniem, jak każdy inny, Irlandia Północna ma wolne. Ma dzień wolny od pracy, ogniska przy domach, dzieci biegające wśród płomieni i palone flagi Irlandii.  ***  Pamiętam, jakby to było wczoraj. Przylatujemy do Belfastu, po dniu czy dwóch wpadł do nas z wizytą John, nasz landlord. Siada na sofie, rozgląda się. - Wiecie... - zaczyna niepewnie. Patrzę pytająco to na niego, to na Łukasza. - Macie jakieś plany na jutro? Zdziwieni, odpowiadamy, że nie. - Bo... - drapie się po głowie. Patrzy po ścianach, ostrożnie dobiera słowa - Może lepiej jutro nigdzie nie wychodźcie. Może tu być nie za bezpiecznie, a za oknem będzie bardzo dużo dymu. Odpowiadamy wymijająco, że okej, w porządku. W głowie bałagan, myślałam, że po prostu coś źle zrozumiałam po angielsku. A następnego dnia, zapominając o radzie Johna, wyszliśmy z domu. Pech (pech?) chciał, że jedno z bonfires  było tuż za rogiem. I nie mogłam uwierzyć patrząc na ...

#palcemPoMapie - Grobla Olbrzyma (i inne)

Obraz
Niezależnie, czy spytalibyście królowej Anglii, papieża Franciszka, czy bezdomnego pana w kapeluszu z przystanku  Donegall Square West , czy widzieli Grobla Olbrzyma , odpowiedź byłaby zawsze ta sama - oczywiście, że tak. To zaskakujące. Każdy, z kim tutaj rozmawiałam, był tam chociaż raz, Magiczne, owiane legendami miejsce, które co roku przyciąga do siebie tysiące turystów z całego świata. Widzieli je wszyscy* *Wszyscy, tylko nie my. Mieszkamy tutaj dwa lata i odkąd tu jesteśmy, zdajemy sobie sprawę, że to cholerne miejsce naprawdę istnieje, a mało tego, jest oddalone jedynie kilka godzin od Belfastu. Żyliśmy z tym przeświadczeniem dwa lata, aż stwierdziłam, że teraz, albo nigdy.  Więc spakowaliśmy się i pojechali w wyprawę, której prędko nie zapomnimy. Wyprawa miała trwać cały dzień. Zapakowano nas w wielki autokar z przesadnie podkręconą klimatyzacją i krzyczącymi, tryskającymi testosteronem Holendrami.  Pieprzeni Holendrzy, nawet o nich nie pytajcie. Było ...

Jak to jest z tym przeklinaniem?

Obraz
* Ostrzeżenie: Jeśli czujesz się zgorszony/a wszechobecnymi przekleństwami w internecie, wyłącz czym prędzej tę stronę i popryskaj wodą święconą. Tylko nie zalej sobie komputera, na miłość boską! Język od lat osiemnastu (pomijając fakt, że dwunastolatki wymyślają ładniejsze wiązanki, niż ja), więc wypad mi stąd, dzieciaki.* Chłodny dzień. Podjeżdżam rowerem pod bramę, zaczepiam go o słupek. Słyszę „cześć”. Głos, którego nie znam. Podnoszę głowę, pan w ubraniu roboczym z logo naszej firmy, widzę go pierwszy raz. Koło trzydziestki, przystojny, lewe oko przecina gigantyczna blizna, zupełnie jak w filmach. - No, cześć. Krótka rozmowa o wszystkim i niczym, gdy nagle słyszę: - Masz ciekawy akcent. Skąd pochodzisz? - Z Polski. Momentalnie widzę błysk w oczach. - Serio? Dupa, cipa, wielki chuj!!!!!!! (ostatnie cztery słowa zostały wymówione po polsku) Niemal krzyczy z podekscytowania. Myślę, że możecie sobie idealnie wyobrazić moją minę. Zażenowana zakrywam twarz dło...

Wpis specjalny: rok zagranico!

Obraz
Pamiętam to jak dziś. To był wtorek, siódmy lipca. W piątek wymieniliśmy pieniądze i biegaliśmy po marketach, żeby nakupić jedzenia do wtorku i ani chwili dłużej. Cały weekend zajęło Nam wywożenie rzeczy do piwnicy mojego domu. Samochód był tak skrajnie zapchany, że wjechawszy w kolejną dziurę martwiliśmy się, czy bagażnik nie odpadnie i czy nie zawali się pod Nami podwozie. Był przerażający upał i cały weekend tak grzało, chyba ze czterdzieści stopni. I pamiętam, jak zwieźliśmy te rzeczy w niedzielę, zaczęliśmy to wypakowywać i wynosić, a mama krzyczała, że "szopę robimy a niedziela jest". Wchodząc osiemsetny raz po schodach do piwnicy obładowana rzeczami po szyję myślałam, że umrę, a tu jeszcze stare rzeczy trzeba było powynosić i posprzątać, coby drzwi można było jakoś domknąć. Dramat. Cały dobytek dwóch lat wpakowany byle jak do samochodu i odwieziony do piwnicy, czy do mojego starego pokoju, w którym przeżyłam osiemnaście lat mojego życia. Z pozoru nie do ogarnięcia, ...

Pół roku później.

Obraz
280 nieodczytanych wiadomości w jednej skrzynce, 148 w drugiej. Wiadomości na last.fm, fejsbuku (tak, nie odczytuję na bieżąco), setki wydarzeń muzycznych, które mnie ominęły (nowy Radiohead, niech to szlag), setki wiadomości ze świata, których generalnie i tak nie czytam, po 30 aktualizacji na telefonie i tablecie. Wszystko odhaczam mechanicznie. Zasuwam rolety w oknach, wyłączam odbiorniki. Nie wracam do rzeczywistości. Pierdolę, nie wracam. Nie ma takiej opcji. Byliśmy w Polsce pierwszy raz od sześciu miesięcy, a ja nawet nie wiem, od czego mam Wam tutaj zacząć. Od tego, że na większość rzeczy brakło mi czasu? Czy od tego, że to cholernie niesprawiedliwe, że czas leci tak szybko? Ledwo wsiadłam do samolotu, a już byłam w drodze powrotnej na lotnisko. No jasne, warto o tym wspomnieć przecież. Lecimy spokojnie, podziwiam pierwszy raz w życiu zachód Słońca od drugiej strony chmur, aż tu nagle wszystko zaczyna migać, a potem gaśnie. Gwałtownie się zniżamy i wpadamy w ciemność. ...

Piętnaście w Słońcu, dziewięćdziesiątka Elżuni i inne rewelacje

Obraz
Podchodzę do napisania nowego posta po raz czterdziesty piąty. Przyjmyijmy margines błędu - mogłam się pomylić o jakieś dwadzieścia razy. Odkąd przyjęłam sobię strategię regularnego pisania, straciłam do tego werwę. Kompletnie. Jakby ktoś spuścił ze mnie powietrze jak ze starej, zużytej dętki i wywalił do kosza. Z reguły im bardziej jestem przyciskana terminem lub czymś ważnym, tym częściej uciekam w rzeczy zgoła inne. Błąd, moja droga. Sama zniechęciłam się do działania. Musicie mi zatem bardzo wybaczyć, że piszę tak rzadko. Chcę częściej, popracuję nad tym, ale sami widzicie, że nie ma ze mną łatwo. Ale w porządku - idzie się przyzwyczaić. W dniu dzisiejszym królowa Elżbieta obchodzi swoje 90. urodziny. Poinformowała mnie o tym wspaniała, starsza pani, przypadkowo spotkana w centrum. Stwierdziłam - a czemu by czegoś nie napisać? Nie muszę się przecież zmuszać - to może być przyjemność. Ostatni post kosztował mnie bardzo dużo przygotowania, zresztą mam tak chyba z każdym, bo albo m...

Holywood 15 minut pociągiem od domu - serio?

Obraz
Cześć! Dziś zbyt dużo paplać nie będziemy. Opowiem Wam tylko o tym, jak wielką i wredną jestem świnią. Tytułowo możecie się co prawda sugerować, że piszę do Was z zakątków Hollywood, dzielnicy spełniania marzeń, spotykania celebrytów i szampana, ale niestety Was rozczaruję - nie zamierzam, jak na razie, wyprowadzać się z Belfastu. Więc jak to możliwe być na dwóch cholernych kontynentach jednocześnie?  A co do tego, że jestem świnią... bo od tego nie ucieknę. Pobawmy się w małych chłopków w fartuchach, którzy liczą. Nie robią nic, tylko liczą. Spójrzmy zatem w te liczby. W Holywood byłam 29 września ubiegłego roku, co daje nam 151 dni ściemniania Wam, że już niedługo wstawię super zdjęcia z super miejsca. 151 dni z kolei daje nam 3624 godziny ściemniania Wam, że już zaraz, dosłownie za sekundę zobaczycie piękne, Holywoodzkie kadry. 3624 godziny robienia Was w balona, butelkę i co tylko zechcecie . Możecie mnie bić, wysyłać mi listem poleconym pogróżki pisane wycinanymi z g...