Posty

Wyświetlam posty z etykietą Praca

Historia pewnej niedzieli.

Otwieram oczy przed dziesiątą i już wiem, że ten dzień będzie beznadziejny. Mój szef ma bowiem szeroko w poważaniu to, jak szczerze nienawidzę niedziel w pracy, więc jestem skazana, w zamian za dwa wolne piątki, na dwie niedziele pracujące w miesiącu. Powłóczę nogami po całym domu.  Mogłabym włączyć jakąś muzykę, ale nie, nic nie poprawi mi dziś nastroju. Jeśli ktoś kupi mi trumnę, w której będę mogła się położyć biorąc przy okazji dzień wolnego, to chętnie. Bardzo mi przykro, nikt ani nic już mnie dzisiaj nie uratuje. Jedną ręką jem śniadanie, drugą się maluję i myślę - a jakby skonstruować za domem małą rakietę i polecieć w kosmos? Obejrzawszy film Gravity kilka dni wcześniej może jednak podziękuj...

Rodzynka w oceanie testosteronu... czyli jak nie zwariować w pracy pełnej facetów.

Obraz
Ci z Was, którzy nadal z niecierpliwości czekają na zdjęcia z magicznego Holywood, będą msueli chyba zorganizować na mnie obławę, dziś bowiem napiszę o czymś innym, niemniej jednak ważnym. Od dwóch tygodni moje życie w pracy trochę się pozmieniało.  Dostałam zaszczyt (tak, u nas się o to zabijają) pracy podczas cmentarnej szychty (cmentarna szychta to nocna zmiana – przyp. mój). Jest to zaszczyt, bo: a) Zarabiasz sporo więcej b) Osoby takie, jak ja (czyt. chore na poranne wstawanie, płaczące i przeklinające jeśli muszą wstać przed 11) są bardziej przystosowane do nocnego rytmu pracy. c) Nocna zmiana, bez menadżerów i kogokolwiek, kto zwróci ci uwagę, że robisz coś za wolno lub źle... dopowiedz sobie resztę. Ileż ja się naczytałam o powikłaniach zdrowotnych, zegarach biologicznych, rakach powodowanych nocną zmianą (kocham cię, Internecie) i przeróżnych, nie powiem, skąd wyjętych cuda wiankach. Stwierdziłam, że skoro to MNIE dano szansę, to chętnie skorzystam...

Jak nie My, to kto?

Cześć! Po pierwsze i najważniejsze - muszę Was przeprosić. Chciałam sobie wypracować regularne dodawanie notatek, ale niestety, sytuacja mnie przerosła. Nie miałam warunków do porządnego zgrania zdjęć, a poza tym... Mam p r z e r a ż a j ą c o dobre wieści. Zacznę może, jak zwykle, od samego początku.  Z dnia na dzień to miasto podobało mi się coraz bardziej. Nie tylko mnie – Łukasz też był i jest zachwycony. Jest tutaj naprawdę wiele zaskakująco pozytywnych rzeczy (o tym napiszę w notce kiedyś-tam), wszyscy ludzie wyglądają na tak zrelaksowanych, jakby wiecznie mieli wolne, ceny są cudowne. To znaczy... jeśli przyjechałeś na Wakacje, to ceny wcale nie są cudowne. Jeśli żyjesz tutaj i zarabiasz tutaj – owszem. O cenach i sprawach finansowych w Belfaście również innym razem. Wróćmy do meritum. Od 7 lipca, odkąd pierwszy raz zobaczyliśmy to miasto, Naszym największym marzeniem od tamtej chwili stało się znalezienie tu pracy i życie właśnie w tym miejscu. Nie mogłam i ni...