Od zera do Coldplayera cz. I
Zasiadam tu i teraz, jest dwudziesta pięćdziesiąt cztery dwudziestego czwartego czerwca, a za oknem nadal jasno, ale śmiało myślę, że braknie mi dnia i koniec końców ten post ujrzy światło dzienne za jakieś dwa tygodnie. *** by Justyna Gościniak Cześć. Siedzę i piszę. Piszę i skończyć nie mogę. I wiecie, tak sobie myślę, że to, co bardzo chcę opisać, rozdzielę na dwie części. Bo nie tylko mnie, ale i Wam będzie łatwiej. Bo, cholera, to wszystko, co chcę Wam przekazać nie mieści się w żadnych kanonach i przekracza każdy dozwolony limit znaków. Po prostu za dużo by gadać. A poza tym chcę to rozdzielić. Bo wiecie, w życiu nie zawsze mamy i dostajemy co chcemy. A tu, jak coś chcę, to po prostu siadam i piszę. Między innymi dlatego tak bardzo lubię mojego bloga. Jestem trochę jak ten koleś z dzieciństwa, jak mu leciało, Dobromir ? Nie, to nie to. O, już wiem. Zaczarowany ołówek . Dzieciak siedział na murku, brał do ręki ołówek i rysował sobie wszystko, na co tylko miał ochotę....