Posty

Wyświetlam posty z etykietą cudowny czas

ICP #5: Świat, w którym czekiwania i plany < Rzeczywistość

Obraz
**Uwaga. Informacja dla ludzi starszych, o których wiem, że czytają mojego bloga, a mają prawo czegoś nie wiedzieć. Wszystkie słówka podkreślone na inny kolor to linki, w które możecie kliknąć i cieszyć się muzyką. Śmiało :) ** Jest niedziela, 25 lipca. Dzień, w którym dodałam wpis o turystach.   Wiem, co czeka mnie za tydzień w sobotę i wiem , że m u s z ę zacząć pisać już teraz. Czasem marzę o tym, żeby przysiąść na piętnaście minut i pochrzanić o jakichś bzdetach, ale potem myślę, że dużo lepiej stawiać na jakość i trochę się nad tym napocić, niż pogadać o niczym i odejść z uśmiechem zwycięzcy na ustach. Jeśli chodzi o terminy, jestem przypadkiem skrajnie krytycznym. Nienawidzę zobowiązań, a od tych długoterminowych uciekam jak krótkodystansowiec na olimpiadzie. Gardzę jakimikolwiek terminami, najchętniej wyrzuciłabym kalendarz, razem z zegarkiem i wszelakimi grafikami i spaliła to w cholerę. Bo rozumiecie, to u mnie jak z długami. Wiem, że czeka mnie opowieść o tym, ja...

Wpis specjalny: rok zagranico!

Obraz
Pamiętam to jak dziś. To był wtorek, siódmy lipca. W piątek wymieniliśmy pieniądze i biegaliśmy po marketach, żeby nakupić jedzenia do wtorku i ani chwili dłużej. Cały weekend zajęło Nam wywożenie rzeczy do piwnicy mojego domu. Samochód był tak skrajnie zapchany, że wjechawszy w kolejną dziurę martwiliśmy się, czy bagażnik nie odpadnie i czy nie zawali się pod Nami podwozie. Był przerażający upał i cały weekend tak grzało, chyba ze czterdzieści stopni. I pamiętam, jak zwieźliśmy te rzeczy w niedzielę, zaczęliśmy to wypakowywać i wynosić, a mama krzyczała, że "szopę robimy a niedziela jest". Wchodząc osiemsetny raz po schodach do piwnicy obładowana rzeczami po szyję myślałam, że umrę, a tu jeszcze stare rzeczy trzeba było powynosić i posprzątać, coby drzwi można było jakoś domknąć. Dramat. Cały dobytek dwóch lat wpakowany byle jak do samochodu i odwieziony do piwnicy, czy do mojego starego pokoju, w którym przeżyłam osiemnaście lat mojego życia. Z pozoru nie do ogarnięcia, ...

Piętnaście w Słońcu, dziewięćdziesiątka Elżuni i inne rewelacje

Obraz
Podchodzę do napisania nowego posta po raz czterdziesty piąty. Przyjmyijmy margines błędu - mogłam się pomylić o jakieś dwadzieścia razy. Odkąd przyjęłam sobię strategię regularnego pisania, straciłam do tego werwę. Kompletnie. Jakby ktoś spuścił ze mnie powietrze jak ze starej, zużytej dętki i wywalił do kosza. Z reguły im bardziej jestem przyciskana terminem lub czymś ważnym, tym częściej uciekam w rzeczy zgoła inne. Błąd, moja droga. Sama zniechęciłam się do działania. Musicie mi zatem bardzo wybaczyć, że piszę tak rzadko. Chcę częściej, popracuję nad tym, ale sami widzicie, że nie ma ze mną łatwo. Ale w porządku - idzie się przyzwyczaić. W dniu dzisiejszym królowa Elżbieta obchodzi swoje 90. urodziny. Poinformowała mnie o tym wspaniała, starsza pani, przypadkowo spotkana w centrum. Stwierdziłam - a czemu by czegoś nie napisać? Nie muszę się przecież zmuszać - to może być przyjemność. Ostatni post kosztował mnie bardzo dużo przygotowania, zresztą mam tak chyba z każdym, bo albo m...

Holywood 15 minut pociągiem od domu - serio?

Obraz
Cześć! Dziś zbyt dużo paplać nie będziemy. Opowiem Wam tylko o tym, jak wielką i wredną jestem świnią. Tytułowo możecie się co prawda sugerować, że piszę do Was z zakątków Hollywood, dzielnicy spełniania marzeń, spotykania celebrytów i szampana, ale niestety Was rozczaruję - nie zamierzam, jak na razie, wyprowadzać się z Belfastu. Więc jak to możliwe być na dwóch cholernych kontynentach jednocześnie?  A co do tego, że jestem świnią... bo od tego nie ucieknę. Pobawmy się w małych chłopków w fartuchach, którzy liczą. Nie robią nic, tylko liczą. Spójrzmy zatem w te liczby. W Holywood byłam 29 września ubiegłego roku, co daje nam 151 dni ściemniania Wam, że już niedługo wstawię super zdjęcia z super miejsca. 151 dni z kolei daje nam 3624 godziny ściemniania Wam, że już zaraz, dosłownie za sekundę zobaczycie piękne, Holywoodzkie kadry. 3624 godziny robienia Was w balona, butelkę i co tylko zechcecie . Możecie mnie bić, wysyłać mi listem poleconym pogróżki pisane wycinanymi z g...

I sto latek na dodatek, by smaczniejszy był opłatek... i inne bzdety.

Obraz
Cześć! Z góry ostrzegam, że dzisiejszy wpis nie zawiera ani krzty Belfastu... ale przecież to pamiętnik z emigracji, a dla każdego (no, prawie każdego) emigranta bardzo ważne są również powroty do domu . Święta, Święta i po Świętach. Przypominam się jednak niechlubnie, zaniedbałam przecież tego bloga jak cholera. Może po części rzeczywiście mi się nie chciało, a po części nie chciałam składać Wam oklepanych życzeń? Dużo w tym prawdy. Obserwuję narastającą modę na hejtowanie Bożego Narodzenia. Serio, to jest wszędzie, nawet w Klanie (tak, oglądam Klan, cisnę bekę od dobrych kilku lat). Że obłuda, fałsz i plastikowa sztuczność, że nudy, dramat i w ogóle czemu nie puszczą mnie już do kompa żeby ponapieprzać w CS'a, tylko mam jeść przy stole jakiegoś idiotycznego karpia? Kto to kur** wymyślił?! Najgorsze jest klepanie tych debilnych regułek smsami, lub wiadomościami na fejsbuku. Po co kopipejstować, przecież dla mnie samo „Wesołych Świąt!” jest o stokroć bardziej wartościowe...