Posty

#palcemPoMapie - Grobla Olbrzyma (i inne)

Obraz
Niezależnie, czy spytalibyście królowej Anglii, papieża Franciszka, czy bezdomnego pana w kapeluszu z przystanku  Donegall Square West , czy widzieli Grobla Olbrzyma , odpowiedź byłaby zawsze ta sama - oczywiście, że tak. To zaskakujące. Każdy, z kim tutaj rozmawiałam, był tam chociaż raz, Magiczne, owiane legendami miejsce, które co roku przyciąga do siebie tysiące turystów z całego świata. Widzieli je wszyscy* *Wszyscy, tylko nie my. Mieszkamy tutaj dwa lata i odkąd tu jesteśmy, zdajemy sobie sprawę, że to cholerne miejsce naprawdę istnieje, a mało tego, jest oddalone jedynie kilka godzin od Belfastu. Żyliśmy z tym przeświadczeniem dwa lata, aż stwierdziłam, że teraz, albo nigdy.  Więc spakowaliśmy się i pojechali w wyprawę, której prędko nie zapomnimy. Wyprawa miała trwać cały dzień. Zapakowano nas w wielki autokar z przesadnie podkręconą klimatyzacją i krzyczącymi, tryskającymi testosteronem Holendrami.  Pieprzeni Holendrzy, nawet o nich nie pytajcie. Było ...

O tym, dlaczego warto gadać.

Obraz
Cześć! Choć w folderach zalega mnóstwo zdjęć, które  koniecznie muszą  ujrzeć światło dzienne, muszę tu napisać o czymś ważnym. Dlaczego? Mam przemożną ochotę. Na szczęście wszystko, co tu robię, mogę robić wedle własnych zasad, a w głowie piętrzy się tyle myśli, że muszą wyprzedzić rewelacje związane z nowo odwiedzonymi miejscami. Drogie Dzieci. Dziś zajmiemy się zagadnieniem, dlaczego warto gadać. Bo wiecie, naprawdę warto. Jakie to przykre, że w szkołach wolą uczyć nas trygonometrii, aniżeli umiejętności interpersonalnych. Potraficie zliczyć, ile dostaliście uwag prosto do dzienniczka za gadanie na lekcjach? Zawsze wolałam gadać, niż przysypiać na lekcjach. Sprawdziany? Oceny? Jakoś się prześlizgiwałam. W młodszych latach wolałam trzymać się z ludźmi, niż siedzieć w książkach. To zmieniło się w liceum. W klasie mieliśmy, o ile dobrze pamiętam, 28 bab. I tak trzy lata. Założę się, że gdybyśmy miały przeżyć ze sobą kolejny rok, jak w technikum, byłyby ofiary śmi...

Fotoksiążka od Saal Digital, czyli WOW, którego było mi trzeba

Obraz
Cześć! Mam przyjemność przekazać Wam mega radosną nowinę, ale zacznijmy może, jak zwykle, od samego początku. Uważam, że nic  nie zastąpi fizycznie wywołanych zdjęć. Bo wiecie, jest w tym jakaś magia. Nawet najbardziej profesjonalnie wyglądająca strona internetowa nie zastąpi fizycznej wersji portfolio fotograficznego. Największym pozytywem jest to, że klient może go dotknąć , czego nie zrobi w przypadku strony. Bo co, monitora ma sobie dotknąć? Tylko go uwłóczy tłustymi odciskami paluchów, a po co to. Następny przypadek - masz fenomenalny pomysł. Chcesz, by ktoś ci bliski miał cię zawsze przy sobie, więc postanawiasz wyszukać i wręczyć mu wszystkie Wasze wspólne zdjęcia. Wyobrażasz sobie dać komuś pendrive'a zamiast albumu z piękną okładką, ręcznie wklejonymi zdjęciami i podpisami prosto z serca, które zrozumiecie tylko Wy dwoje? Czasem bierze mnie na sentymenty. Tak, nie jesteś sam. Mówią na to starość. W wolny dzień lubię przysiąść przy dobrej kawie i pogrzebać w starych ...

Mówią, że dobrego słowa nigdy za wiele.

Obraz
Cześć! Wiecie, co jest ciekawe? Wczoraj usłyszałam coś pięknego. Ktoś powiedział mi, że jestem dla niej jedyną osobą, której może zaufać. A wiecie, co jest jeszcze ciekawsze? Że to zdarzyło się już drugi raz w tym tygodniu. Powiem tak. Mam na boku bardzo, bardzo poważny projekt, o szczegółach opowiem Wam w następnym wpisie. Mam z gwiazdylion przeróżnych rzeczy na głowie, ale chcę się z Wami podzielić czymś bardzo ważnym, więc to wszystko, chcąc nie chcąc, będzie musiało poczekać. No to zdejmuję czapkę, głowę z karku, opróżniam z niej wszystko na półkę i niech to wszystko sobie tam siedzi i czeka. Bo wiecie, to jest cholernie ważne. W całym tym zalewie gówna, które otacza mnie i Was zapewne również, jest coś dobrego. Problem polega na tym, że niewiele osób na to stać (choć nic to nie kosztuje) i jest to spotykane tak rzadko, że usłyszawszy to raz czy drugi, zamiast się cieszyć, szukamy w tym drugiego dna. I, paradoksalnie, czym gorzej wiedzie się w życiu, tym bardziej dostrzega...

4257 kilometrów w 5 dni.

Obraz
Cześć! Część z Was zastanawiała się, gdzie podziałam się przez ostatnie kilka miesięcy. Na to wszystko nałożyła się masa czynników. Pozmieniało się w pracy i trzeba było przywyknąć. Potem straciliśmy bliskiego Nam Przyjaciela i to był dla Nas ogromny szok. Przez pewien czas ograniczyliśmy kontakty międzyludzkie i jakąkolwiek wirtualną aktywność. No i koniec końców byłam w Polsce. Przygotowania do wyjazdu pozwoliły trochę się odrodzić i z wszystkim sobie poradzić. Ale do rzeczy, do rzeczy. Już wracam, już jestem! Zatem, jak to się zaczęło? Pierwsze, co przychodzi mi na myśl, to obraz mnie, srającej w gacie na lotnisku, patrzącej przez wielką, oszkloną ścianę na odlatujące samoloty. No i myślę - co ja zrobię? Pierwszy lot samej. W głowie obrazy spadania, urywających się silników, krzyczących ludzi, lądowania w wodzie i dziur w kabinie. Pięknie... Na lotnisko pojechałam dobre trzy godziny wcześniej. Nie pytajcie, nie zależało to ode mnie. W autobusie zeżarłam burrito chroniąc się pr...

Chwile.

Obraz
Cześć! Ostatnimi czasy mój mózg postanowił się zbuntować i wysłać całą kreatywność, wenę twórczą i wszystkie tym podobne na Księżyc. Wiecie, co jest jeszcze gorsze? Im wszystkim tam się spodobało... Jednocześnie, podczas sprzątania komputera (próbuję dziś być produktywna) natknęłam się na pewien stary folder. Nazwałam go Chwile. Zdjęcia niepozornych, ulotnych momentów. Niby nic, a powoduje lawinę wspomnień. Czemu mam się nimi nie podzielić? ;) A teraz odpal to (klik) Będzie przyjemniej.    Coldplayer for life!  Pół godziny przed tym, gdy poszliśmy na imprezę Sylwestrową, organizatorka napisała do mnie, że brakło jej mleka do kawy. Otrzymała w odpowiedzi to zdjęcie.  Po tryliardzie dni smutku dorwałam swoje wymarzone perfumy.  Pierwsza, własnoręcznie zrobiona bomba (nie wybuchła).  Czerwiec, Islandia. Pierwsza w nocy.  Kocham bawić się światłem.    Łukasz w Thingvell...