Posty

Piętnaście w Słońcu, dziewięćdziesiątka Elżuni i inne rewelacje

Obraz
Podchodzę do napisania nowego posta po raz czterdziesty piąty. Przyjmyijmy margines błędu - mogłam się pomylić o jakieś dwadzieścia razy. Odkąd przyjęłam sobię strategię regularnego pisania, straciłam do tego werwę. Kompletnie. Jakby ktoś spuścił ze mnie powietrze jak ze starej, zużytej dętki i wywalił do kosza. Z reguły im bardziej jestem przyciskana terminem lub czymś ważnym, tym częściej uciekam w rzeczy zgoła inne. Błąd, moja droga. Sama zniechęciłam się do działania. Musicie mi zatem bardzo wybaczyć, że piszę tak rzadko. Chcę częściej, popracuję nad tym, ale sami widzicie, że nie ma ze mną łatwo. Ale w porządku - idzie się przyzwyczaić. W dniu dzisiejszym królowa Elżbieta obchodzi swoje 90. urodziny. Poinformowała mnie o tym wspaniała, starsza pani, przypadkowo spotkana w centrum. Stwierdziłam - a czemu by czegoś nie napisać? Nie muszę się przecież zmuszać - to może być przyjemność. Ostatni post kosztował mnie bardzo dużo przygotowania, zresztą mam tak chyba z każdym, bo albo m...

O ironio - Wesołego Alleluja.

Obraz
Nienawidzę historii. Powie Wam to każdy. Moja Przyjaciółka, która wiecznie mi podpowiadała na sprawdzianach, koledzy i koleżanki z klas, moi rodzice i moja nauczycielka z liceum, która zauważywszy, że nawet nie chce mi się jej słuchać, zaczęła wywoływać mnie co lekcję na środek i wstawiać jedynki, bo nigdy nic nie umiałam. Jako urodzony buntownik, nic się nie zmieniało – za każdym razem dostawałam banię i pod koniec roku uzbierało się naprawdę sporo. Nie chciałam, by mój przyjazd do Belfastu był sposobem na tymczasowe życie, albo na większy zarobek. Zaróbmy górę szmalu i zawijajmy się do Polski – nie, to nie miało być tak. Od początku liczyłam, że zostaniemy tu na więcej niż rok, więc nie chciałam być szarą myszką. Chciałam poznać tych ludzi, ich kulturę, styl, wspomnienia. Czyż to nie jest piękne, że pomimo iż jesteśmy tak samo zbudowani (mamy mięśnie i kości, większość z nas ma 4 kończyny, ścięgna, niektórzy mają mózgi), w każdym kraju jest zupełnie inaczej. Inne jedzenie, o...

Holywood 15 minut pociągiem od domu - serio?

Obraz
Cześć! Dziś zbyt dużo paplać nie będziemy. Opowiem Wam tylko o tym, jak wielką i wredną jestem świnią. Tytułowo możecie się co prawda sugerować, że piszę do Was z zakątków Hollywood, dzielnicy spełniania marzeń, spotykania celebrytów i szampana, ale niestety Was rozczaruję - nie zamierzam, jak na razie, wyprowadzać się z Belfastu. Więc jak to możliwe być na dwóch cholernych kontynentach jednocześnie?  A co do tego, że jestem świnią... bo od tego nie ucieknę. Pobawmy się w małych chłopków w fartuchach, którzy liczą. Nie robią nic, tylko liczą. Spójrzmy zatem w te liczby. W Holywood byłam 29 września ubiegłego roku, co daje nam 151 dni ściemniania Wam, że już niedługo wstawię super zdjęcia z super miejsca. 151 dni z kolei daje nam 3624 godziny ściemniania Wam, że już zaraz, dosłownie za sekundę zobaczycie piękne, Holywoodzkie kadry. 3624 godziny robienia Was w balona, butelkę i co tylko zechcecie . Możecie mnie bić, wysyłać mi listem poleconym pogróżki pisane wycinanymi z g...

Rodzynka w oceanie testosteronu... czyli jak nie zwariować w pracy pełnej facetów.

Obraz
Ci z Was, którzy nadal z niecierpliwości czekają na zdjęcia z magicznego Holywood, będą msueli chyba zorganizować na mnie obławę, dziś bowiem napiszę o czymś innym, niemniej jednak ważnym. Od dwóch tygodni moje życie w pracy trochę się pozmieniało.  Dostałam zaszczyt (tak, u nas się o to zabijają) pracy podczas cmentarnej szychty (cmentarna szychta to nocna zmiana – przyp. mój). Jest to zaszczyt, bo: a) Zarabiasz sporo więcej b) Osoby takie, jak ja (czyt. chore na poranne wstawanie, płaczące i przeklinające jeśli muszą wstać przed 11) są bardziej przystosowane do nocnego rytmu pracy. c) Nocna zmiana, bez menadżerów i kogokolwiek, kto zwróci ci uwagę, że robisz coś za wolno lub źle... dopowiedz sobie resztę. Ileż ja się naczytałam o powikłaniach zdrowotnych, zegarach biologicznych, rakach powodowanych nocną zmianą (kocham cię, Internecie) i przeróżnych, nie powiem, skąd wyjętych cuda wiankach. Stwierdziłam, że skoro to MNIE dano szansę, to chętnie skorzystam...

I sto latek na dodatek, by smaczniejszy był opłatek... i inne bzdety.

Obraz
Cześć! Z góry ostrzegam, że dzisiejszy wpis nie zawiera ani krzty Belfastu... ale przecież to pamiętnik z emigracji, a dla każdego (no, prawie każdego) emigranta bardzo ważne są również powroty do domu . Święta, Święta i po Świętach. Przypominam się jednak niechlubnie, zaniedbałam przecież tego bloga jak cholera. Może po części rzeczywiście mi się nie chciało, a po części nie chciałam składać Wam oklepanych życzeń? Dużo w tym prawdy. Obserwuję narastającą modę na hejtowanie Bożego Narodzenia. Serio, to jest wszędzie, nawet w Klanie (tak, oglądam Klan, cisnę bekę od dobrych kilku lat). Że obłuda, fałsz i plastikowa sztuczność, że nudy, dramat i w ogóle czemu nie puszczą mnie już do kompa żeby ponapieprzać w CS'a, tylko mam jeść przy stole jakiegoś idiotycznego karpia? Kto to kur** wymyślił?! Najgorsze jest klepanie tych debilnych regułek smsami, lub wiadomościami na fejsbuku. Po co kopipejstować, przecież dla mnie samo „Wesołych Świąt!” jest o stokroć bardziej wartościowe...

Nie czeka na Was tu nic nowego. Mieliśmy tylko Wakacje w Polsce i prawie wpadliśmy samolotem do morza. Tylko tyle.

Obraz
Podróż samolotem przestaje być miła momencie, gdy słyszysz od stewardessy prośbę o zapięcie pasów, bo znowu mamy turbulencje. - Natalia Książek Każda z linii lotniczych powinna mieć specjalne miejsce w każdym samolocie na tę jakże złotą i udaną sentencję. Cześć! Mam dla Was masę rzeczy do opisania i masę zdjęć. Wczoraj wróciliśmy z urlopu. Byliśmy... w Polsce! Tak! Cały piękny i błogi tydzień w Polsce i założę się, że był to dużo lepszy pobyt niż na jakichś przereklamowanych, gównianych wyspach Kanaryjskich. Kto jeszcze lata do tych nudnych kurortów? W Polsce Wam zimniej? Trudno. Zacznijmy może, jak zwykle, od samego początku. Pierwotnie planowaliśmy przylecieć do Polski dopiero w okolicach grudnia, na Święta. Kiedyś, na początku sierpnia padł spontaniczny pomysł „e! Tanie bilety są na październik, a może byśmy polecieli do Polski na tydzień, co?” - pomysł został skazany na porażkę zaraz po tym, jak ujrzał światło dzienne. Nie, bo pracować trzeba, bo to, bo nie m...